niedziela, 9 kwietnia 2017

Każdy dzień,
Każdej pory roku.
Walczyłam, jak inni- choć nie wiem czy to bitwa była.
Czy sen w którym widziałam siebie.

Nieustannie...
Bez przerw.

Nie ma przerwy od żucia.

I to nie ja- ten na kogo patrzyłam. 
To słodki człowiek,
Bezbronnie udawał że jest na wojnie. 

Tak słodko spał-
Zmęczony po podróżach między moimi oczami, a swoim cieniem.

Może to mój demon,
Albo anioł stróż.
Jednak był inny niż ja-nie widział, jak żyje.

A tej nocy, gdy śniłam,
Tej pory roku,
O jakiejś godzinie,
Słodycz z mojego ciała uleciała.

Nieświadomość słodyczy zniknęła.

Nie ma...
Nie ma mnie. 

piątek, 24 lutego 2017

Bez łez za zmarłych.

"Morderca"
Spękane gorączką usta Twoje,
Ochłodzę moimi martwymi, bladymi,
Na pamięć o Tobie przeklnę wspomnienia,
Mojego problemu Twojego istnienia.
Na chwałę niebu wspominać będę deszcze,
Na chwałę Twoją wspominać tę burzę jeszcze. 
Niepamięć mojego przekleństwa, gdy nacisnę na spust,
Pamięcią w deszczu powrócę do gorączką groźnych Twoich ust.


Musiałem klękać przed życiem,
Za dnia, gdym przeszłością pamiętną,
I nocy gdy śmierć przynosiłem skrycie,
A opowiadam ten nonsens Twoim oczom, z raną na piersi rozległą. 

Raz jeszcze do deszczu powróćmy,
Błagam serce Twoje, przeklinając ciało me niczym wypociny.
Błagam pamięć o niepamięć w Twoich skroniach,
Ręce trzymane wciąż przez moje poplamione krwią dłoniach.

Osuń się przy mnie o ścianę, dotrzymując ramienia,
Pozwól mi płakać długo do Twojego przejęciem westchnienia.
Bo ja odpowiedzialny za wszystkie straty,
Nawet za ulewę tych chmur szarych jak z waty.

Przy życiu trzyma jeszcze złość jak szczera obietnica morderstwa, 
Wzdrygam się na myśl samą o drodze do męczeństwa. 

Ciebie proszę, bo nikogo innego obok,
Nikt nie dany mnie, być ofiarodawcą wysłuchania,
Spójrz raz ostatni na przestrzelony na wskroś mój bok,
I oceń co zrobić by dusza warta ofiarowania. 

Dziś ostatnie morderstwo wykonuję, 
Nie pomoc mi jako ostatnia wola przysługuję. 
Więc usiądźmy w deszczu bezradnie,
Ledwo brudząc krwią Twoje ubranie, bezkarnie. 
Spojrzę ostatkiem siły na twarz,
Smugę krwawą zostawiając na szyi we łzach.

Bo teraz gdy mogę zapłacić za grzechy,
Spękane gorączką usta Twoje, chłodząc moimi zimnymi, bladymi,
Za wszelką tę cenę dusz i burz, mordów popełnionych-
-ostatnie oddaje życia wydechy.


piątek, 4 listopada 2016

Co dalej?

Nie istnieje główny powód naszego życia.
Dlatego,
Jedna z nieludzkich przygód jaka mi się przytrafiła,
To to, że urodziłam się jako człowiek,
I jako człowiek żyłam.
Dziękuję za burze,
One tak uzdrawiają moją dziką duszę.

To nie tak że mnie już nie ma.
To tak, że nie czuję już swojego istnienia.

sobota, 17 września 2016

Czemu ciągle piszę o bólu?

Wychodzi na to że zostałam sama.
Wychodzi na to że zawsze byłam.
Wychodzi na to że już tak będzie zawsze.
Bo nie umiem inaczej.
Bo nawet nie chcę.
Wychodzi na to.

***

Jakie to uczucie dostać zapaści od lęku,  paniki i płaczu?
Masz w głowie "Nienawidzą Cię.  A jeśli mają rację? ".
Jak się czujesz kiedy na twoich oczach zostaje odebrane ci wszystko co posiadasz.
A ty jak związany słowem głupiec nie możesz ruszyć się z miejsca.
Nie możesz zaprotestować.
Jakie to straszne uczucie.
Boże.
Kiedy...

niedziela, 28 sierpnia 2016

Kim jesteśmy?
Człowiek jest taki, że mógłby zakochać się w broni.
Jak żyjemy?
Żyjemy w ogóle?
Myślałam, że tyle ile wyborów,  tyle dróg,
W których zawsze jest jakieś przeznaczenie.
Zmieniające się.
Bo sami nie wiemy czego chcemy.
A skoro jedno przeznaczenie to i wielka niesprawiedliwość.
Kto zasłużył na to by odegrać rolę złego?
A wszystko musi istnieć.
Gdzie tu jest  rozsądek?
Trudniej jest żyć, a ja wczoraj płakałam nad swoją śmiercią.
I nie tylko swoją przyszłą.
Może przeznaczenie wszyscy mamy jedno?
Może godzimy się na nie, szukając innego przeznaczenia?
chciałbym wziąść oddech poza sferą materialną...
może w końcu dowiedziałabym się wszystkiego o sobie.

środa, 15 czerwca 2016

Pozwól...

Pozwól mi zostać, z tym co mam zapewnione. 
Pozwól mi czekać, na to co jeszcze nie spełnione. 
Pozwól mi słuchać burzy, grzmotów. 
I błyskawic pochłaniających mnie bez polotu. 

Pozwól mi patrzeć na to co czuję. 
Pozwól mi stać tak -jeśli przeżyję. 

Daj mi tylko jedno, 
Zostaw mnie i zabierz ze sobą niepewność. 

To takie tępe,  że nie możemy nocować w deszczu. 
To takie straszne że czuję świat inny w powietrzu. 
I jakie skromne że w sukni stoję, 
Szukając spokojną myślą przyszłą i przeszłą objęcia twoje. 

Pozwól mi odejść- jeśli nie czas na przystanek. 
Pozwól mi odejść- jeśli nie zasłużyłam na spokojny poranek. 
A jeśli dźwięk głuchy,  cichnącego deszczu rozpowie tę powieść. 
Poprostu- pozwól mi odejść. 

niedziela, 12 czerwca 2016

nadzieje

Chciałabym raz zemdleć w czyichś ramionach,
Chciałabym by znał żal mój i jego przyczynę.
Chciałabym żeby rozumiał to i ściskał jeszcze bardziej.
By wyplewiał z mojej głowy źle myśli i zwątpienia,
By nie pozwolił mi upaść na ziemię, odgarniając włosy od słonej twarzy.
Chciałabym by znał mnie na wylot i znał sens tego że żyję-istnieję.
By wiedział co trapi mnie pod sercem,  tak mocno że tabletki nie działają.
Chciałabym by płakał ze mną,  bo to co widział odbierałoby mu oddech.
Chciałbym żeby mnie ratował półprzytomną.
Żeby był silny,  tak bardzo jak ja nie jestem.
Chciałbym by właśnie w moim wraku porażki widział nadzieje.
Widział mnie.
Chciałbym żeby widział wszystko.