***
Bądź mi ostoją,
Wiatrem pomiędzy górami.
Może i zardzewiałą zbroją,
Ale i arcydziełem pomiędzy wystawami.
W tej pustce jak rozpłakane wilki,
W tym czasie niczym odwieczni mędrcy.
Pamiętają o nas tylko prarodzicielki,
I ci przed którymi uciekamy-trupożercy.
Daj znać, gdy trzeba będzie znowu biec,
Pomiędzy drzewami które nas przeżyły.
Daj jakiś znak, gdy wszystko odejdzie precz,
Gdy każdym zakamarkiem czasu nas udręczyli.
Przejdźmy się łagodnie w czasie,
Łamiąc prawa wszechświata.
Szukajmy swoich oczu w życiowym atlasie,
Nękani, otoczeni murami wspólnego kata.
Przebaczmy śmierci istnienie,
Choć na chwilę, choć przez chwilę.
Nie bądźmy istnym rozgoryczeniem,
Oddychajmy wolno- tylko tyle.
Daj znak, bym zrozumiała,
Na ile odejść będę umiała.
Jesteśmy ogniem w wodzie,
Mgłą i dymem nisko ponad ziemią.
Gdy pokolenia prysną po szkodzie,
Odrodzimy się przysypani świeżą glebą.
Czerwony księżyc świecił będzie,
Gdy zwykłam umierać w twoich ramionach.
Wykonaj ruch byśmy nie patrzyli tak nędznie,
Byśmy nie klękali przy czarnych już wronach.
Tylko zostań ze mną,
Tobą ogarniętą bez ustanku.
Bez przerwy przezywaną wielebną,
Przychodzącą oglądać nieba z serca wraku.
Daj znak by zacząć wieczność,
Przerażające, fizyczne odczucie czasu.
Bo włada mną jakby wrogość,
I tylko ty szczelnie obejmiesz mnie z miłości atłasu.
***