piątek, 24 lutego 2017

Bez łez za zmarłych.

"Morderca"
Spękane gorączką usta Twoje,
Ochłodzę moimi martwymi, bladymi,
Na pamięć o Tobie przeklnę wspomnienia,
Mojego problemu Twojego istnienia.
Na chwałę niebu wspominać będę deszcze,
Na chwałę Twoją wspominać tę burzę jeszcze. 
Niepamięć mojego przekleństwa, gdy nacisnę na spust,
Pamięcią w deszczu powrócę do gorączką groźnych Twoich ust.


Musiałem klękać przed życiem,
Za dnia, gdym przeszłością pamiętną,
I nocy gdy śmierć przynosiłem skrycie,
A opowiadam ten nonsens Twoim oczom, z raną na piersi rozległą. 

Raz jeszcze do deszczu powróćmy,
Błagam serce Twoje, przeklinając ciało me niczym wypociny.
Błagam pamięć o niepamięć w Twoich skroniach,
Ręce trzymane wciąż przez moje poplamione krwią dłoniach.

Osuń się przy mnie o ścianę, dotrzymując ramienia,
Pozwól mi płakać długo do Twojego przejęciem westchnienia.
Bo ja odpowiedzialny za wszystkie straty,
Nawet za ulewę tych chmur szarych jak z waty.

Przy życiu trzyma jeszcze złość jak szczera obietnica morderstwa, 
Wzdrygam się na myśl samą o drodze do męczeństwa. 

Ciebie proszę, bo nikogo innego obok,
Nikt nie dany mnie, być ofiarodawcą wysłuchania,
Spójrz raz ostatni na przestrzelony na wskroś mój bok,
I oceń co zrobić by dusza warta ofiarowania. 

Dziś ostatnie morderstwo wykonuję, 
Nie pomoc mi jako ostatnia wola przysługuję. 
Więc usiądźmy w deszczu bezradnie,
Ledwo brudząc krwią Twoje ubranie, bezkarnie. 
Spojrzę ostatkiem siły na twarz,
Smugę krwawą zostawiając na szyi we łzach.

Bo teraz gdy mogę zapłacić za grzechy,
Spękane gorączką usta Twoje, chłodząc moimi zimnymi, bladymi,
Za wszelką tę cenę dusz i burz, mordów popełnionych-
-ostatnie oddaje życia wydechy.