czwartek, 25 stycznia 2018

A gdy odejdę...

Nikt nie będzie bił braw, za to jak żyliśmy.
Nie chodzi o to czy było dobrze,
A jakie sytuacje nas nawiedziły.
Jak zostaliśmy obdarowani zdarzeniami.
Nikt tego nie zobaczy,
Prócz nas. 
I tyle.

Wszystkie uczucia mogą się tłoczyć,
Mogą sobie siedzieć i dręczyć,
I nikt nie będzie bił braw
Bo tylko my widzimy swoimi oczami. 

Można opowiadać,
Ale czy legendy i mity są ważne? 

Nasze spojrzenie jest.
A brawa nie są. 

wtorek, 23 stycznia 2018

Błagam Was!

Rozjaśnijcie moją wolę,
Rozjaśnijcie moje oczy zmęczone,
Mój mętlik w głowie,
Moje serce nienaruszone.

Drgam, drgam i powietrze wydycham,
Drapieżnie patrząc na świat,
Drapieżnie raniąc swoją twarz.

Drgają ręce- drżą.
Wali serce- non stop.
Pękam, i już.
Sama siebie nękam. 



Nie ma krwi bez pomroku,
Nie ma ludzi bez zmroku.


niedziela, 7 stycznia 2018

"Do wszystkich portów,
Do serca oceanów z tych klifów"

Hej tam na łące,
Hej w oddali się iskrzące.
Na skarpie wietrznej od mgły i szarości,
Oczy jej, oczy ludzkiej niepewności.

Patrzą ze łzami,
Na wodę poharataną skalnymi ranami.
Wzburzone fale odłamem Irlandii,
Gdzie większość skacze w odmęty apatii.


sobota, 6 stycznia 2018

Indygo

Czasami pali nas skóra,
A wpatrujemy się w ten ból jak w obraz.
Dryfujemy pośród wspomnień, gdy za oknem wichura,
I nie obchodzi innych o nas uraz.

Bolą kości nie wiadom czemuż,
W niepojęte dźwięki się wsłuchujemy.
Jakoby swe obolałe ciało kłaść wzdłuż,
Na niedalekiej skale, gdzie czas swój pojmujemy.

My jako odmienne karykatury,
Trwać w tym świecie musimy.
Jako wszechświata duchowe wytwory,
Z prośbami o pojęcie swego istnienia- się łudzimy.

Choćby ja sama proszę- nie jest mi dane pojąć,
Bóg nie chce zdradzić tajemnicy naszego istnienia.
Za wszelką cenę nie chce nas natchnąć,
Ale każde z nas życie którego nie rozumie- docenia.

Czasem z obrzydzeniem patrzymy na waszą nieporadność,
Sami z pytaniami się łudzimy- gdzie ta wasza ludzka wytrwałość?

Pośród was niewielu bohaterów,
Pośród was niektórzy i święci.
Lecz większość napuszcza na innych stada rottweilerów,
Nie dostrzegając w oczach ogrom niewinnych chęci!

Popełniamy najmniejsze i najbardziej błahe błędy,
Zgniatani przez to jak robaki.
Gdy my tak bardzo zagubieni w oczach waszych jako natręty,
Prawdę ogłosimy- że wy w ziemi skończycie jako umarlaki.

Proste te słowa- inne być nie mogą,
Boście prości i wytrawni zarazem.
Naszym zdaniem bez barier do was dotrą,
A przyglądać się temu będziem na twarzy z grymasem.

Kochać ludzkość i nienawidzić- przekleństwo!
Lecz ty... niewielka fatygo,
Prowadź moje niewinne męczeństwo,
Bo my jako dzieci niegdyś- teraz jako rodzeństwo Indygo.


Obraz znaleziony dla: dzieci indygo