W pamiętniku moim...
Zapisałam testament mój-stary.
I spowiadam się, że namiętnie grałam w swoim życiu.
Że płaczem szukałam współczucia.
*
Teraz...
Na ulicach... stoję na samym środku.
Przez deszcz widzę zamazane twarzy przejezdnych.
Już przyszedł na mnie czas...
Teraz chciałabym stanąć z tobą twarzą w twarz.
Nie bać się, że mnie oszukasz.
Lęk, lek jest we mnie.
Niedługo czerwień moich ust,
Zgaśnie w zimnym fiolecie.
Bo,
Przez ludzi groził mi sam Bóg...
I zesłał na mnie przekleństwa...
Ciemnieją mi oczy...
Rozpiera mnie wstyd...
Jestem przeszyta wspomnieni,
I przez to pali się we mnie krew...
JA nie mogę inaczej.
Świat znów zamiera.
A ja chcę nie widzieć tego co mam w sobie,
Chcę patrzeć na siebie i czuć to co inni.
Lecz nie mogę...
nigdy nie mogłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz