Moje miłosierdzie,
Przewyższa mój gniew.
Dlatego nie bójcie się,
Głosu mojego.
Stańcie obok,
Póki śmierć jest nam przychylna.
Mróz w ogień,
Ogień w mróz.
Grzechy sie stopią,
Niczym lód w ogniu.
Przez wieki oczyma czerń ogladalam,
Lecz gdy otworzyłam oczy zobaczyłam najjaśniejsze światło.
Wiem, że to światło żarzy się w każdym z Was.
Ale ono musi stać się wreszcie płomieniem.
Dobroć mieczem,
Ja będę Waszym orężem.
Wykutym w ogniu Waszych serc.
Kto stanie przy moim ramieniu?
Kto zostania mi bratem? !
Teraz.... Gdy miłosierdzie,
Przewyższa mój gniew.
wtorek, 24 kwietnia 2018
sobota, 24 lutego 2018
Pamiętam wszystko
Chciałabym cofnąć czas,
Do dzieciństwa wczesnego.
Tymi oczyma spoglądać na was,
Tymi rękoma szukać szczęścia porannego.
Budzić się w cieniu drzew,
starszych ode mnie,
Słyszeć koguta zbyt późny śpiew,
Głosów z kuchni-bylo bezpiecznie.
Bawić sie,
Jeść kogiel mogiel,
Oglądać bajki,
Patrzeć jak babcia zaplata warkocza,
Patrzeć na mamy dłonie,
Na taty wąsy,
Czekać na przyjazd kuzynów,
Rozpalac ogniska,
To wszystko albo umrzeć i nie żyć już w bezsensie...
W wecznosci być od początku człowiekiem.
czwartek, 25 stycznia 2018
A gdy odejdę...
Nikt nie będzie bił braw, za to jak żyliśmy.
Nie chodzi o to czy było dobrze,
A jakie sytuacje nas nawiedziły.
Jak zostaliśmy obdarowani zdarzeniami.
Nikt tego nie zobaczy,
Prócz nas.
I tyle.
Wszystkie uczucia mogą się tłoczyć,
Mogą sobie siedzieć i dręczyć,
I nikt nie będzie bił braw
Bo tylko my widzimy swoimi oczami.
Można opowiadać,
Ale czy legendy i mity są ważne?
Nasze spojrzenie jest.
A brawa nie są.
wtorek, 23 stycznia 2018
Błagam Was!
Rozjaśnijcie moją wolę,
Rozjaśnijcie moje oczy zmęczone,
Mój mętlik w głowie,
Moje serce nienaruszone.
Drgam, drgam i powietrze wydycham,
Drapieżnie patrząc na świat,
Drapieżnie raniąc swoją twarz.
Drgają ręce- drżą.
Wali serce- non stop.
Pękam, i już.
Sama siebie nękam.
Nie ma krwi bez pomroku,
Nie ma ludzi bez zmroku.
niedziela, 7 stycznia 2018
sobota, 6 stycznia 2018
Indygo
Czasami pali nas skóra,
A wpatrujemy się w ten ból jak w obraz.
Dryfujemy pośród wspomnień, gdy za oknem wichura,
I nie obchodzi innych o nas uraz.
Bolą kości nie wiadom czemuż,
W niepojęte dźwięki się wsłuchujemy.
Jakoby swe obolałe ciało kłaść wzdłuż,
Na niedalekiej skale, gdzie czas swój pojmujemy.
My jako odmienne karykatury,
Trwać w tym świecie musimy.
Jako wszechświata duchowe wytwory,
Z prośbami o pojęcie swego istnienia- się łudzimy.
Choćby ja sama proszę- nie jest mi dane pojąć,
Bóg nie chce zdradzić tajemnicy naszego istnienia.
Za wszelką cenę nie chce nas natchnąć,
Ale każde z nas życie którego nie rozumie- docenia.
Czasem z obrzydzeniem patrzymy na waszą nieporadność,
Sami z pytaniami się łudzimy- gdzie ta wasza ludzka wytrwałość?
Pośród was niewielu bohaterów,
Pośród was niektórzy i święci.
Lecz większość napuszcza na innych stada rottweilerów,
Nie dostrzegając w oczach ogrom niewinnych chęci!
Popełniamy najmniejsze i najbardziej błahe błędy,
Zgniatani przez to jak robaki.
Gdy my tak bardzo zagubieni w oczach waszych jako natręty,
Prawdę ogłosimy- że wy w ziemi skończycie jako umarlaki.
Proste te słowa- inne być nie mogą,
Boście prości i wytrawni zarazem.
Naszym zdaniem bez barier do was dotrą,
A przyglądać się temu będziem na twarzy z grymasem.
Kochać ludzkość i nienawidzić- przekleństwo!
Lecz ty... niewielka fatygo,
Prowadź moje niewinne męczeństwo,
Bo my jako dzieci niegdyś- teraz jako rodzeństwo Indygo.
A wpatrujemy się w ten ból jak w obraz.
Dryfujemy pośród wspomnień, gdy za oknem wichura,
I nie obchodzi innych o nas uraz.
Bolą kości nie wiadom czemuż,
W niepojęte dźwięki się wsłuchujemy.
Jakoby swe obolałe ciało kłaść wzdłuż,
Na niedalekiej skale, gdzie czas swój pojmujemy.
My jako odmienne karykatury,
Trwać w tym świecie musimy.
Jako wszechświata duchowe wytwory,
Z prośbami o pojęcie swego istnienia- się łudzimy.
Choćby ja sama proszę- nie jest mi dane pojąć,
Bóg nie chce zdradzić tajemnicy naszego istnienia.
Za wszelką cenę nie chce nas natchnąć,
Ale każde z nas życie którego nie rozumie- docenia.
Czasem z obrzydzeniem patrzymy na waszą nieporadność,
Sami z pytaniami się łudzimy- gdzie ta wasza ludzka wytrwałość?
Pośród was niewielu bohaterów,
Pośród was niektórzy i święci.
Lecz większość napuszcza na innych stada rottweilerów,
Nie dostrzegając w oczach ogrom niewinnych chęci!
Popełniamy najmniejsze i najbardziej błahe błędy,
Zgniatani przez to jak robaki.
Gdy my tak bardzo zagubieni w oczach waszych jako natręty,
Prawdę ogłosimy- że wy w ziemi skończycie jako umarlaki.
Proste te słowa- inne być nie mogą,
Boście prości i wytrawni zarazem.
Naszym zdaniem bez barier do was dotrą,
A przyglądać się temu będziem na twarzy z grymasem.
Kochać ludzkość i nienawidzić- przekleństwo!
Lecz ty... niewielka fatygo,
Prowadź moje niewinne męczeństwo,
Bo my jako dzieci niegdyś- teraz jako rodzeństwo Indygo.
środa, 27 grudnia 2017
Bo tak....
Bo potrzebujesz kogoś takiego jak ty,
Bo nikomu innemu nie powiesz.
Bo patrzysz w lustro i widzisz straszne sny,
Bo możesz się ratować przed utonięciem, a i tak utoniesz.

Bo nikomu innemu nie powiesz.
Bo patrzysz w lustro i widzisz straszne sny,
Bo możesz się ratować przed utonięciem, a i tak utoniesz.

Subskrybuj:
Posty (Atom)
